Nowy Blog

Zachęcam wszystkich do odwiedzenia nowego bloga:

wizytowka

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Zakończenie projektu

Podczas pewnego spotkania, kilka lat temu, zadano mi pytanie, na które wówczas nie potrafiłam sobie – ani tym bardziej mojemu rozmówcy – odpowiedzieć. Brzmiało ono mniej więcej tak: „w jaki sposób antropologicznie można badać dźwięk”? Tak powstał pomysł stworzenia projektu Fonosfera antropologia zmysłów. Do udziału w nim zaprosiłam studentów wrocławskiej etnologii, a na moje ówczesne wezwanie odpowiedzieli Marcelina Jakimowicz, Magdalena Pietrewicz, Kamil Pietrowiak, Kinga Zabawa oraz Natalia Papric. Wspólnie staraliśmy się odpowiedzieć sobie i innym na pytanie o rolę i znaczenie dźwięku w doświadczeniu siebie, innych i świata, przy okazji odkrywając, że o fonosferze nie można mówić bez uwzględniania pozostałych zmysłów. Lekturze pierwszych artykułów z zakresu antropologii zmysłów towarzyszyły mniej lub bardziej udane ćwiczenia w doświadczeniu, jak również opisywaniu tego doświadczenia. Wiele relacji z tego okresu można znaleźć na łamach bloga. Z czasem, wychodząc poza autoetnograficzne narracje, nawiązaliśmy kontakt z uczniami i absolwentami Dolnośląskiego Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 13 dla Niewidomych i Słabowidzących, kierując się intuicją, według której osoby odcięte od wizualności w sposób bardziej zróżnicowany i refleksyjny odbierają bodźce płynące z otaczającego świata. Spotkania z Adamem Koreckim, Pauliną Deptą, Katarzyną Wiśniewską i wieloma innymi osobami, które wówczas zdecydowały się włączyć w nasze działania, zmusiły nas do weryfikacji wielu stereotypów. Z tej konfrontacji zrodziła się idea wspólnego uczestniczenia w kulturze miasta (wizyty w Teatrze Współczesnym i Filharmonii Wrocławskiej), a z czasem stworzenia warsztatów multisensorycznych. Realizacja tych warsztatów okazała się najbardziej owocnym i fascynującym elementem naszych wspólnych poczynań.

Projekt Fonosfera – antropologia zmysłów miał dla nas wszystkich bardzo duże znaczenie. Z czasem jednak jego formuła zaczęła się wyczerpywać, zaś naszą uwagę pochłaniać poczęły inne zadania i zobowiązania. Stąd też blog, który w latach 2010-2011 był regularnie uzupełniany, w ostatnich miesiącach zupełnie zamarł. Jednak sama decyzja o ostatecznym zamknięciu projektu bardzo długo była odraczana… Najwyższy czas oficjalnie ogłosić jego koniec i przy tej okazji podziękować wszystkim tym, którzy w mniej lub bardziej aktywny sposób obserwowali i wspierali naszą pracę.

Na koniec warto nadmienić, że poczynione podczas trwania projektu spostrzeżenia i „odkrycia” zaowocowały dwoma pomysłami realizacji prac doktorskich – opracowywanej przeze mnie pracy Pokój do wynajęcia. Antropologia zmysłów i zamieszkiwanie oraz podjętej przez Kamila Pietrowiaka próby opisania szans i ograniczeń pojawiających się przed młodymi osobami niewidomymi na drodze ku samodzielności i dorosłości.

Poniżej znajdują się odnośniki do najciekawszych naszym zdaniem postów zamieszczonych na blogu:

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Marcelina Jakimowicz, Trzy torby czyjegoś życia…

Od jakiegoś czasu słucham biografii ludzi, którzy przeżyli wojnę, nagrywam, transkrybuję, traktuję jako tzw. materiał badawczy, ale też wciągam się w usłyszane historie. Zajmując się biografiami innych, czuję potrzebę zbierania historii także moich bliskich. Mam już opowieści babci i dziadka od strony matki, matkę ojca niedługo nagram… Czuję się jak zbieracz opowieści, jak nałogowiec uzależniony od tego zbierania. Oceniam: Ta historia jest piękna, ta tragiczna, motyw do zapamiętania! Trochę przeraża mnie to, że chyba zaczynam zbierać opowieści dla samego zbierania, które nigdy nie będzie miało końca. Kolekcjoner ludzkich wspomnień, nagranych głosów – brzmi strasznie. Gdy nie jestem w stanie przypomnieć sobie twarzy osoby, a pamiętam opowieść, myślę, czy czasem historie nie zaczynają być dla mnie bezosobowe. Zbieram głosy, westchnienia, ślady wschodnich gwar, traumatyczne, śmieszne opowieści i milczenie, które niekiedy mówi więcej niż słowa…

Z rodzinnych wspomnień brakuje tylko dziadka. Przed wojną jako dziecko wywieziony z biednej galicyjskiej wsi na nauki do Paryża. We Francji dorasta, rzadko odwiedza rodzinę na Ukrainie, w czasie jednej z podróży do rodzinnego domu władza ludowa posądza go o szpiegostwo, zabiera paszport, zamyka dla niego granicę, musi zostać w Polsce… Umiera, kiedy mam 5 lat. Nie mogę go nagrać, utrwalić tonu głosu na dyktafonie, uczynić nieśmiertelnym poprzez nagranie. Mam tylko skrawki jego życia, dlatego też jego tajemnica przyciąga i powoduje, że chcę zapełnić śladami zdarzeń biografię, której nigdy w całości nie poznam.

 

Kochani Rodzice,

od Was list otrzymałem jeszcze w Paryżu. Na razie wyjechałem i jestem u Pawliszki na kilka dni, to stąd od niego Wam piszę. Życie moje bardzo napięte z powodu pracy w Paryżu, złego wyżywienia… Oddycham sobie powolutku… Podziękowałem za paczkę, którą Wam wysłali znajomi, ale wierzcie mi, że oni tutaj raju nie mają. Wszędzie bieda, to nie jest Francja przedwojenna dobrobytu, ale Francja przeżywająca bardzo wielki kryzys tak społeczny, jak i gospodarczo-polityczny…

 

Ojciec chce porządkować graty dziadka, trzy torby z papierami, brak ładu i składu. Siadam, grzebię, wyciągam poszczególne zdjęcia, przyglądam się, jakbym patrzyła na nieznaną mi osobę. Znajduję tam wiele niedomówień, ogromną ilość zdjęć. Brak podpisów doprowadza mnie do frustracji: Dlaczego on tego nie podpisywał? Kartek jest wiele, niektóre pisane po francusku, rosyjsku, inne kupowane na pamiątkę, zdjęcia z młodości, listy miłosne, architektura, telegramy z okazji urodzin, karty z roznegliżowanymi kobietami, bilety do teatru, notatki. Wszystko teraz jest chaotyczną masą, takie worki z czyimiś wspomnieniami znajduje się nieraz na śmietnikach. Bo co zrobić ze zdjęciami obcej rodziny znalezionymi na strychu…

 

Tak myślę, o ile bym powrócił, co bym tam robił. Za nauczyciela być mi się nie opłaca, bo mam już dość tego zawodu. Pójść do wojska i zaangażować się do służby czynnej, tak samo, może miałbym lepiej i jakieś stopnie wojskowe, ale tutaj wchodzi w grę wojna i różnego rodzaju zamieszania ideowe. Miałem zamiar się ożenić, ale z powodu niepewnych czasów odrzuciłem to.

 

Dużo listów i pocztówek. Czytam, ale przy osobistych listach zastanawiam się: Czytać, nie czytać, może nie mam prawa? Nie powstrzymuję się, czytam wyrywkowo listy, niektóre pocztówki są listami, mają swoją kolejność. Szukam kolejnych dla zdobycia historii, składam datami, nadal brakuje. A ja chcę wiedzieć, zapełnić lukę w rodzinnej historii. Fetysz znajdywania związków dat, wydarzeń, osób… To nie ma końca – mówi znajomy historyk, który od kilku lat tworzy drzewo genealogiczne. Zdjęcia pochłaniane wzrokiem, każdy szczegół zapamiętany. Wpatruję się tak, jakby wielokrotna analiza miała pokazać mi więcej, jakby przedmiot miał przemówić, ukazać to, co jest / było poza kadrem, jakby kawałek papieru miał opowiedzieć historię, odpowiedzieć na pytania. Szukam dalej, przeglądam, może coś przeoczyłam, nie doczytałam, czytam jeszcze raz: Kochani Rodzice, od Was list otrzymałem jeszcze w Paryżu..

Biegnę po schodach, gonią mnie piegowate ręce, pisk, chichot, ręce przechodzą przez szczeble od barierki, łapią za kostki, szczypią… Krzyczę, ale jak każde dziecko czekam, aż mnie wystraszą, uciekam od tych rąk… Piegowate ręce trzymają zapalonego w lufce papierosa, brudne od tytoniu szkło i ten zapach… Biała podkoszulka, szelki, siedzi w fotelu, pali, obok pies…

Pamięć uboga, pamięć dziecka.

 

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Kręgi. Relacje uczestników

Anna:Somatyczna samoświadomość w naszej kulturze jest nadmiernie nakierowana na świadomość tego, jak nasze ciało jawi się innym ludziom za pośrednictwem głęboko zakorzenionych społecznych norm atrakcyjnego wyglądu oraz jak nasz wygląd można jeszcze bardziej uatrakcyjnić za pomocą tych samych konwencjonalnych wzorców (…). Praktycznie żadnej uwagi nie przywiązuje się do badania i wyostrzania świadomości rzeczywistych odczuć i działań naszych ciał”, pisze Richard Shusterman w książce „Świadmość ciała. Dociekania z zakresu somaestetyki”. Niestety, autor nie wyjaśnia czytelnikom, jak właściwie mamy wyostrzać świadomość cielesnych procesów. Jest to dość rozczarowujące, zważywszy na to, że Shusterman jest nie tylko wybitnym filozofem, ale i praktykiem stosującym Metodę Feldenkraisa, jedną z bardziej znanych technik pracy z ciałem.

Od dłuższego czasu zastanawiam się nad tym, czym jest świadomość ciała i jak mogę celebrować swoją cielesność. Do głowy przychodzą mi najprostsze pomysły. Mogę gotować i jeść. Biegać. Tańczyć. Brać kąpiel. Nie ma w tym żadnej filozofii (?). Jest natomiast pewien rodzaj wysiłku, ale i przyjemność. Mogę też uczestniczyć w warsztatach multisensorycznych i oddać swoje cielesne doświadczenia w czyjeś profesjonalne (?) ręce, choć to przecież ja jestem największą specjalistką od własnego ciała. Podczas warsztatów oddycham, jem, wącham, słucham, dotykam i jestem dotykana. Na godzinę staję się też niewidoma, co – jak się domyślam – ma wyostrzyć moje pozostałe zmysłowe odczucia.

Najbardziej podoba mi się wczucie się w rytm własnego serca. W ciele się kończę, w cielę się zaczynam – to wiem od dawna. Miło jest przypomnieć sobie o przynajmniej niektórych fizjologicznych tego podstawach – spokojny, rytmiczny i bezustanny, przynajmniej do pewnego momentu, puls działa odprężająco.

Po zakończeniu warsztatów myślę, że znalazłam brakujący fragment książki Shustermana. I że inaczej nie dałoby się go napisać, bo czytanie o doświadczaniu ciała nie zastąpi samego doświadczania ciała, niezależnie od tego, jak intrygujące teksty będziemy pisać. Z drugiej strony, paradoksalne wydaje mi się to, że w złożonym i stechnicyzowanym do granic (?) możliwości świecie musimy uczyć się od nowa (?) wykonywania czynności takich jak jedzenie i doceniania stanów takich jak oddychanie. 

Współorganizatorem warsztatów multisensorycznych realizowanych przez zespół Fonosfera jest Wrocław 2016.

Opublikowano Warsztaty multisensoryczne | 1 komentarz

Kręgi. Relacje uczestników

 

Agnieszka: Miałam przyjemność uczestniczyć w nietypowym przedstawieniu. Nietypowym, bo tuż przed wejściem na salę, w której się ono rozgrywało, poproszono nas o założenie specjalnych okularów, uniemożliwiających zobaczenie czegokolwiek. Od tej pory zdani byliśmy na pozostałe zmysły: słuch, węch smak i wszechobecny dotyk. O tym, co mieliśmy w danej chwili zrobić – usiąść, wstać, położyć się – byliśmy informowani przy pomocy sygnałów dotykowych i narracji prowadzących. Po przekroczeniu progu znalazłam się w zupełnie innym świecie. Początkowa dezorientacja szybko minęła, gdy poczułam dotyk dłoni, a przez to obecność innych osób. Bardzo szybko uświadomiłam sobie, że nie jestem tylko biernym obserwatorem, ale częścią tego przedstawienia jako całości. Całość nie była zwartą historią, taką, jakie spotyka się w kinach czy teatrach. Był to raczej ciąg obrazów i czynności, koncentrujący się na tak prostych i oczywistych rzeczach jak bicie serca, oddychanie, jedzenie. Wsłuchiwałam się w równomierne, uspokajające, a jednocześnie pulsujące życiem bicie serca, poddawałam się delikatnym muśnięciom wiatru i czułam się jak w sosnowym lesie, by po chwili znaleźć się w kuchni, pełnej zapachu przypraw, a potem w winnicy wśród muskających dłonie winogron, czekających na to, by je zerwać i poczuć ich słodki smak. Wszystko to było naturalne, proste, czytelne i bardzo przyjemne, zachęcające do dialogu z samym sobą, jako że nie wolno nam było prowadzić ze sobą rozmów podczas przedstawienia.

Wydawałoby się, że pozbawienie widza wzroku na 45 min trwania przedstawienia, ograniczy odbiór i nie pozwoli na pełne śledzenie tego, co się dzieje. Tymczasem to właśnie kompletna ciemność przed oczami sprawiła, że możliwy był tak intensywny odbiór zachodzących na sali zmian.

Przedstawienie wywarło na mnie ogromne wrażenie. Myślę, że tego typu przedstawienia „pokazywane” osobom, które nie mają problemów ze wzrokiem, znakomicie przybliżą im świat, w jakim funkcjonują osoby całkowicie niewidome i uświadomią, jak ważne są pozostałe zmysły, których znaczenia często się po prostu nie docenia.

 

Piotr: Wziąłem udział w niezwykłym wydarzeniu. Trudno mi je nazwać spektaklem lub przedstawieniem, bo według mnie są to terminy narzucające podział na widownię i aktorów odgrywających swoje role. Tutaj było inaczej, gdyż od razu po wejściu do pomieszczenia staliśmy się częścią tego wydarzenia. Choć nie widzę od urodzenia, to postanowiłem założyć gogle, abym mógł się zrównać z pozostałymi uczestnikami. Gdybym tego nie zrobił byłoby to nieuczciwe, bo zauważyłem różnice między moim postrzeganiem świata na co dzień oraz w założonych okularach wyciemniających.

Wydarzenie to było fascynującą podróżą w głąb siebie. Najważniejsze dla mnie były pytania zadawane przez dziewczyny. Fakt, że nie mogliśmy nic do siebie mówić w trakcie, pomagał skoncentrować się i szukać w sobie odpowiedzi. Wtedy też zdałem sobie sprawę, jak bardzo byłby uboższy mój świat bez możności komunikacji werbalnej. Czasami bowiem czułem się zagubiony. Bardzo pomocna w odnalezieniu się w tym nowym dla mnie świecie okazała się muzyka oraz każdy nawet drobny kontakt fizyczny z osobami, które ruchami rąk wskazywały czynności, które mieliśmy robić – usiąść, położyć się, chwycić się za ręce, aby stworzyć krąg. To dodawało mi pewności siebie i uspokajało mnie wewnętrznie.

Wydarzenie to miało na celu pokazać świat osób niewidomych, nasze skoncentrowanie się na pozostałych zmysłach – smaku, węchu, dotyku. Dla mnie jednak, jako dla osoby niewidomej od urodzenia, było to doświadczenie pozwalające dostrzec i docenić wagę porozumiewania się werbalnego. Być może dlatego, gdy mogliśmy już mówić, wyrzucałem z siebie potok słów i gdy przypomniało mi się coś jeszcze, na co zwróciłem uwagę, od razu chciałem się tym podzielić ze wszystkimi lub choćby z najbliżej mnie siedzącymi osobami.

 

Ada: Udział w warsztatach multisensorycznych był dla mnie bardzo ciekawym przeżyciem. Jestem osobą widzącą, przez co zasłonięcie oczu początkowo wywołało we mnie lęk i uczucie dyskomfortu. Wciągająca narracja, świetnie dobrana muzyka i zmienność zdarzeń, w które byłam angażowana spowodowały, że szybko zapomniałam o swoich obawach i z przyjemnością poddałam się nieznanym bodźcom. Mogłam dzięki temu pokonać własne bariery związane z koniecznością zaufania innym, nieznanym mi osobom, ale też zaufania samej sobie. Wędrówkę w głąb siebie prowokowały zadawane przez prowadzących pytania, które choć proste, wymagały namysłu, podważały oczywistość doświadczanej codziennie rzeczywistości. Organizatorzy zadbali też o poczucie wspólnoty z pozostałymi uczestnikami warsztatów. Nieustanna świadomość ich milczącej obecności zaznaczona dotykiem wzmacniała wrażenie bycia w innym świecie – świecie bogatym zmysłowo, wciągającym i w jakimś sensie wyzwalającym.

Bardzo polecam udział w warsztatach, które otwierają na nowe doznania, zachęcają do refleksji, oferują wiele niespodzianek, a przy tym są bardzo przyjemne!

 

Natalia: To było coś! Dla uczestników, bo pamiętam ich ekscytację, ciekawość. Podziwiam jednocześnie ich odwagę i ogrom zaufania, jakim nas obdarzyli, (p)oddając się w nasze ręce. Dla organizatorów, bo widziałam skupienie, przejęcie towarzyszące im na długo przed samym wystąpieniem, bo to duży wysiłek i odpowiedzialność, taka gra zmysłami, bo to coś, co wyraźnie sprawia im przyjemność, daje satysfakcję. Dla mnie osobiście, ponieważ pierwszy raz miałam bliższy, dłuższy, intensywny kontakt z osobami niewidomymi. Bałam się swojej nieporadności, nieuważności. Obawiałam się, że nie sprawdzę się jako „aktorka”, która ma za zadanie odpowiednio pobudzać zmysły uczestników spotkania. Nie miałam pewności, czy mój dotyk nie będzie za twardy, za szorstki, gest – za ostry, że oddech – za płytki, czy będą potrafiła wiarygodnie przekazać tak intensywne treści. Ale w momencie, gdy się poznaliśmy, zamieniliśmy kilka słów, wszelkie obawy zniknęły. Poznane osoby zdetonowały mnie i moje obawy, za co jestem im wdzięczna. Kiedy próbowałam pobudzić zmysły „widzów”, im udało się wyłączyć moją głowę, racjonalność.

W spektaklu najbardziej podobały mi się ciche, subtelne reakcje uczestników – pomruki, uśmiechy, westchnienia – które były odpowiedzią na nasze działania. Każdy dotyk i ruch spotykał się z natychmiastową reakcją, najczęściej będącą wyrazem przyjemności i zadowolenia. I czujność, jaką czujnością wykazywali się nasi „widzowie”! Wystarczyło, że przebiegłam dyskretnie obok któregoś z nich i już jego głowa wędrowała w moją stronę, jakby sam ruch powietrza zdradzał moją obecność, jakby nic nie pozostawało obojętne, bez znaczenia.

Najmniej podobały mi się moje obawy i lęki, z których się teraz śmieję, które sobie teraz wypominam, z przekory, dla utrwalenia lekcji, jaką niewątpliwie było dla mnie to wydarzenie.

 

Współorganizatorem warsztatów multisensorycznych realizowanych przez zespół Fonosfera jest Wrocław 2016.

Opublikowano Dźwięki miejsc, Emocje, Estetyka dźwięków, etnografia performatywna, etnografia zmysłów, multisensoryczność, Uszy szeroko otwarte, Warsztaty multisensoryczne | 1 komentarz

Kręgi. Multisensoryczne doświadczenie

Kolejne multisensoryczne warsztaty, tym razem według scenariusza Kamila Pietrowiaka, skłaniały do wędrówki w głąb siebie. Kręgi to symboliczna opowieść, w której kolejne kręgi – pulsu, oddechu, jedzenia, trawienia i myślenia – opowiadają nie tylko o funkcjach życiowych organizmu, ale również o relacjach międzyludzkich, pamięci sensorycznej zjawisk doświadczanych każdego dnia, związkach pomiędzy człowiekiem i otaczającym go środowiskiem. Nad sprawnym przebiegiem spektaklu czuwało dziewięć osób. W rolę widzów wcieliło się trzynaście osób, które na blisko godzinę oddały się w nasze ręce. Wszyscy, bez większych oporów, poddali się serwowanym przez nas bodźcom zmysłowym: zapachom sosny, dymu, ziół i przypraw; smakom chleba i owoców; dźwiękom muzyki, bicia serca, oddechu; poczuciu ciepła i zimna, powiewom wiatru, miękkości futra, delikatności tiulu, gładkości skóry. Tak jak poprzednio, po zakończeniu przedstawienia zasiedliśmy do wspólnego posiłku, podczas którego omówione zostały mocne i słabe strony przedstawienia. Uczestnicy dzielili się swoimi pomysłami na kolejne spektakle, w których chwieliby wziąć udział. Wszystkie sugestie zostały skrzętnie zanotowane, powrócimy do nich po wakacjach.

Tym razem zadbaliśmy o wizualną dokumentację przedstawienia, które przecież z założenia miało być niewizualne. Autorką fotografii jest Ewa Pater. Prezentacja zdjęć została wzbogacona o utwór Pleroma Rudiego Arapahoe. Melodia pojawiła się również podczas przedstawienia, gdzie stanowiła tło muzyczne dla drugiego kręgu – Oddychania.

Przedstawienie zostało zarejestrowane również przy pomocy nagrania audio. Na blogu zamieszczamy jego finałową część – krąg myślenia.

Opublikowano multisensoryczność, Warsztaty multisensoryczne | 1 komentarz

Kręgi (dialogi)

WPROWADZENIE

– Cieszę się, że już jesteś.
– Cieszę się, że już jestem.
– W końcu znajduję odwagę, by opowiedzieć Ci coś o sobie.
– Czy i Ty coś mi opowiesz?
– Codziennie siedzisz tuż obok mnie. W tramwaju, autobusie. Stoisz przede mną w kolejce przed kasą.
– Siedzę tuż koło Ciebie. W poczekalni na dworcu, na korytarzu w przychodni.
– Czasami nawet dotykasz mnie ramieniem, kiedy w przedziale zajęte są wszystkie miejsca.
– Czasami zahaczam o Ciebie dłonią, kiedy mijamy się w tłumie.
– Czasami podsłuchuję rozmowy, które prowadzisz przez telefon.
– Czasami czuję zapach Twoich perfum rozgrzany majowym słońcem.
– Jednak nic o Tobie nie wiem.
– Ty nie wiesz nic o mnie.
– Nie wiem, kim jesteś, gdzie mieszkasz, kogo kochasz.
– Nie wiesz, o czym myślę. Nie wiesz nawet, co myślę o Tobie.
– Jednak wiem, że jesteś.
– Nie chcę ukrywać się przed Tobą.
– Przecież mówię do Ciebie.
– Ty dobrze mnie słyszysz.
– Kiedy wsłucham się w Ciebie, mogę usłyszeć bicie Twojego serca.
– Słyszysz?
– Słyszysz?
– Posłuchaj.

KRĄG PULSU

– Przepływa przeze mnie rzeka krwi. To w niej nauczyłam się pływać. Prawe dopływy żył. Rozległa delta aorty. Czerwone krwinki jak łososie wracają do miejsca swych narodzin.
– Podskórne fale twojej krwi. Ich szum słyszany wtedy, gdy nie słychać niczego innego. Słyszysz? Posłuchaj.
– Moje serce. Moje serce bije. Moje serce bije się z myślami. Wyznacza rytm moich kroków. Przyspiesza albo zwalnia, kiedy jestem obok Ciebie. W ataku szału wali pięściami o żebra. Spróbuj utrzymać mnie przy życiu. Nie daj mu zamilknąć.
– A Ty? Kiedy ostatnio Twoje serce zabiło mocniej?
– A co takiego zdołało ożywić Twoje serce? Pamiętasz?
– A Ty? Jak mocno bije teraz Twoje serce?

KRĄG ODDECHU

– Boję się, kiedy przez dłuższy czas nie mogę złapać oddechu. Strach siada mi na piersiach, ściska za gardło. Wdech staje się płytki, nie daje mi się nasycić.
– Czuję Twój niepokój. Nierówne ruchy przepony. Nerwowe szukanie wytchnienia. Musi minąć kilka chwili, gdy znów się uspokoisz. Odzyskasz właściwą miarę.
– Napełnij mnie. Wdech za wdechem. Wdech za wdechem. Napełnij mnie.
– Powietrze ma kształt Ciebie. Jest gęste jak rozgrzana w dłoniach plastelina. Lepię z niego wspomnienia Twojej obecności i miejsc, w których byliśmy razem. Wilgotnego, jesiennego lasu, w którym uczyłaś mnie nazw schowanych w trawie grzybów. Małej nadmorskiej wioski, w której w sklepie mieli tylko piwo, chleb i słodycze i ze zdziwieniem patrzyli na naszą listę zakupów. Parku nad Odrą, do którego zaprowadziłeś mnie tej wiosny, bym w końcu odpoczęła od huku samochodów.
– A Ty? Co pamiętasz? Czy pamiętasz miejsce, w którym oddychało Ci się najlepiej?
– A Ty? Co uspokaja Twój oddech?

KRĄG JEDZENIA

– Lubisz jeść? Ja bardzo. Kiedy gotuję, staram się odtworzyć zapamiętane smaki, wyczute tu i ówdzie zapachy. Uważnie, krok po kroku, rekonstruuję tekstury i kolory zamaskowanych niegdyś sosów i zup. Najlepiej jednak wychodzi mi samodzielne komponowanie potraw, łączenie produktów, faktur, barw – zestawianie smaków warzyw, ziół i mięsa; łączenie, miksowanie, preparowanie, marynowanie, siekanie, prażenie, smażenie i gotowanie. Niestety wciąż tak sobie radzę sobie z pieczeniem. Pewnie dlatego, że tu rzeczywiście należy słuchać się przepisów. A mnie tak trudno jest utrzymać miarę.

KRĄG TRAWIENIA

– Z każdym kęsem zaczynam żyć życiem jedzonych zwierząt, warzyw, owoców. Żyję drogą, którą przebyły, wodą, dzięki której wzrosły. Ich mięso staje się moim mięsem. Ich skóra ożywia moją skórę. Dzięki ich owocom, zbieram owoce moich działań.
– Moje ciało jest z ognia, który łapczywie trawi podawaną mu materię. Przekształca ją w ciepło, którym mogę się ogrzać. Ogrzewam nim także tych, których uważam za bliskich. Rozpalam w sobie jak w kominku, siadam i patrzę na tańczące płomienie.
– Kiedy ogień nie ma już się czym pożywić, zaczyna żywić się mną. Pochłania kolejne zwoje mięśni i ścięgien. Trawi warstwy tłuszczu oszczędzane na czarną godzinę. Gdy znika opór materii, zaczyna wsysać się w moje wspomnienia. Spopiela dobre zamiary. Zwęgla ostatnie resztki nadziei.
– A Ty? Co jest twoim ogniem? Co jest Twoim ogniem?
– A Ty? Czego ostatnio nie mogłeś strawić? Czego ostatnio nie mogłaś strawić?

KRĄG MYŚLENIA

– Z pulsującej krwi, z miarowego oddechu, z trawionych pokarmów rodzą się myśli. Te, które wznoszą i te, które są znakiem mojej głupoty. Zmyślam imiona ludzi, zwierząt, przedmiotów. Wymyślam bogów i ich święte prawa. Zamyślam się nad moją śmiertelnością, która tak pewnie utrzymuje mnie przy życiu. Namyślam się nad kierunkiem dalszej drogi. Najczęściej jednak myślę o Tobie. O tym, kim dla mnie jesteś i kim ja jestem dla Ciebie. O Twojej obecności, która wywołuje mnie do odpowiedzi. O stawaniu przed Tobą. O mówieniu o Tobie za Twoimi plecami. O Twoim głosie. O Twoim słuchaniu. Słyszysz mnie?
– Moje myśli są jak puzzle, układam z nich siebie. Szukam zgubionych pod łóżkiem elementów. Z niecierpliwością czekam na otworzenie kolejnego pudełka.
– Twoje myśli są jak dźwięki, wygrywasz z nich siebie. Wpadające w ucho piosenki. Żałobne marsze słabszych dni.
– Myślimy w jednym rytmie, inaczej nie byłoby nas tu teraz. Ty – ja – ty – ja – ty – ja.
– Ty – ja – ty – ja – ty – ja… Spróbuj pomyśleć w tym rytmie. Spróbuj pomyśleć tym rytmem. Ty – ja – ty – ja – ty – ja…

[O tym, co działo się pomiędzy słowami, opowiemy już wkrótce]

Współorganizatorem warsztatów multisensorycznych realizowanych przez zespół Fonosfera jest Wrocław 2016.

Opublikowano Bezdźwięczność, Dźwięki miejsc, Emocje, Estetyka dźwięków, etnografia zmysłów, Miasto bez miasta, multisensoryczność, Projekt, Uszy szeroko otwarte, Warsztaty multisensoryczne | 1 komentarz