Antropologia kupy
17 Maj 2010

Proszę Państwa, oto kupa.
Ku pamięci, ku rozwadze
Przyjrzeć jej się bacznie radzę,
Bo czy szewca, czy biskupa,
Kupa daje do myślenia.
Do myślenia i do czucia.
Więc nie bojąc się zatrucia
Dajmy zmysłom powonienia,
wzroku, słuchu i dotyku,
smaku (serce mam w przełyku),
znaleźć w kupie odprężenie.
Rolą naszą być w terenie,
zatem Drogi mój Słuchaczu:
oto antropolog w sraczu.
Celem niniejszego tekstu jest próba fenomenologicznego niejako spojrzenia (czy może ściślej: zerknięcia okiem) na zagadnienie kupy. Istotę podejścia fenomenologicznego w etnologii jasno wyraża Zbigniew Benedyktowicz: „W każdym przypadku idzie o to, by spojrzeć na każde zagadnienie z równą wrażliwością i świeżością spojrzenia, zawierzającą własnym doświadczeniom, obserwacjom, nasuwającym się intuicjom i pomysłom, uchylając całą wiedzę, znane i wypowiedziane prawdy na te tematy” [Benedyktowicz 1980: 41]. Idąc zatem tym tropem pozostawię na boku rozważania prowadzone w ramach tzw. antropologii nieczystości, której klasycznym przykładem jest Czystość i zmaza Mary Douglas [Douglas 2007]. Warto wspomnieć, że problemy nieczystości doczekały się także niezwykle ciekawego rozwinięcia na polskim gruncie antropologicznym, czego dowodem jest najnowsza książka Włodzimierza Karola Pessela dotycząca – jak mówi jej podtytuł – kultury sanitarnej Warszawy [Pessel 2010]. Spróbujmy w zamian przyjrzeć się kupie niejako od wewnątrz, spróbujmy pomyśleć jej własnymi kategoriami, uzasadniając zarazem pojawienie się jej w przestrzeni prowadzonego tu namysłu nad zmysłowym odbieraniem świata.
Według Słownika Języka Polskiego (PWN, 1981) zmysłowy to: 1. “odnoszący się do zmysłów, postrzegany zmysłowo, działający na zmysły”; 2. “odznaczający się żywymi reakcjami zmysłowymi, zwłaszcza w zakresie doznań erotycznych; świadczący o takich reakcjach podniecający, namiętny”. Biorąc w nawias skojarzenie zmysłowości danych rzeczy czy działań ze sferą ludzkiej seksualności i podążając za potocznym rozumieniem używanych przez nas słów, przyjmuję ogólnie, że zmysłowym jest coś, co wyraźnie i intensywnie działa na nasze zmysły lub któryś z tych zmysłów, coś, co bardziej niż inne rzeczy i zjawiska pobudza ich aktywność. I tutaj stajemy wprost naprzeciw poruszonego i – mam nadzieję – poruszającego tematu. Co innego bowiem działa równie mocno na nasze zmysłowe receptory, jak właśnie kupa? Nie działa? Wyobraźmy ją sobie zatem, wyobraźmy sobie, że na nią patrzymy, że wpatrujemy się w nią, skupiamy na niej wzrok, z bliska badamy jej kolor, kształt i fakturę. Wyobraźmy sobie, że słyszymy jej ruchy w naszym ciele, wywołany jej ciężarem plusk w klozecie, którego tak często chcemy uniknąć, jej foniczne zapowiedzi i groźby. Wyobraźmy sobie, że dotykamy jej nie odzianymi w gumowe rękawiczki dłońmi, że ją ściskamy, gładzimy, że bawimy się nią niby gliną. Wyobraźmy sobie, że wąchamy ją, łapiemy jej zapach, wyodrębniając w niej zapachy jej poszczególnych składników. Wyobraźmy sobie w końcu, że bierzemy ją do ust, że ją jemy, smakujemy, połykamy. Już działa? No więc właśnie. Kupa jest bez najmniejszego wątpienia zjawiskiem hiper- i arcyzmysłowym, jest przenikającym do szpiku kości doświadczeniem własnej cielesności, wewnętrzności, czy lepiej: wnętrzności.
Patrząc z innej strony, kupa jest także oswojeniem tego, co jawi się jako bezkształtna obca masa, jako niemożliwy do ogarnięcia pra-chaos, słowem: jest oswojeniem “gówna”. Dotykamy tu dwóch fundamentalnych dla etnologii, a wręcz stanowiących o jej istnieniu, opozycji, a mianowicie omówionej w niezwykle przystępny sposób przez Wojciecha Józefa Bursztę opozycji kultura-natura [Burszta 1992: 35-57] oraz teoretycznie i metodologicznie użytecznej opozycji swój-obcy [por. Bystroń 1995; Kłosek 1994]. Pamiętając jednak o fenomenologicznym postulacie zawieszenia wiedzy o wybranym przedmiocie naszych rozważań, spróbujmy po raz kolejny stawić czoła jego bezpośredniemu odczuciu oraz oddać się wynikającym z owego odczucia skojarzeniom.
Idę kupę. Idę zrobić kupę. Ale zrobiłem kupę. Czy nie zdarza się nam w podobny sposób wyrażać swoich zamiarów lub poczynań? Poczucie bliskości własnej, bo formowanej w nas samych i formowanej przez nas samych kupy zdaje się być realizacją strategii oswajania tego, co w swej pierwotnej formie jest nam zupełnie obce, a nawet wrogie. Stąd także zdaje się wynikać pobłażliwość dla odbieranych w postaci tak zwanych “bąków”, “gazów”, “pierdów” czy “pryków” przejawów własnej cielesności, która to postawa jest tym bardziej czytelna, gdy odniesiemy ją do pełnych oburzenia, obrzydzenia i wstrętu reakcji w stosunku do “bąków” cudzych. Podobnie jawi się to w podejściu do samej kupy. Kupa, która nie jest naszą własnością, naszym dziełem, naszym dzieckiem, staje się odpowiednio do kontekstu albo bezosobowym “kałem” czy “stolcem”, albo właśnie “gównem” lub “sraką”. Warto by bliżej przyjrzeć się tym różnicom, jak również różnicom w nazewnictwie oraz recepcji ekskrementów w zależności od źródła ich pochodzenia (człowiek, zwierzę, konkretne zwierzęta). Czyż bowiem nie jest tak, że gdy nasz ukochany piesek robi “kupkę” czy też “załatwia się”, pies naszego sąsiada jedynie “sra” i to “sra” w najbardziej ordynarny w świecie sposób? Podobnych pytań jest oczywiście znacznie więcej, ograniczenia czasowe i przestrzenne zmuszają nas jednak do odłożenia ich na inną okazję.
Nieoswojenie swojej kupy (czyż to nie paradoks?), które – jak myślę – wynika z nieoswojenia się z własną cielesnością, ma swój najjaśniejszy przykład w przytaczanym często (czasem w formie żartu, czasem w formie postulatu) stwierdzeniu o tym, że dziewczyny nie robią czy nie muszą jej robić. Dopełnieniem owej kulturowej i trzymającej się jedynie na glinianych nogach konstrukcji, a zarazem jej nieostrożnym podważeniem jest obsesyjne niekiedy przywiązanie niektórych z dziewcząt do używanych przez nie odświeżaczy powietrza, których producenci – rozumiejąc widocznie zapotrzebowanie swoich klientów i klientek – gwarantują, że zamiast zdradzającego i poniżającego nas smrodu, poczujemy na przykład “świeży zapach suszącego się w letnim słońcu prania”, który “wypełni powietrze rześkim zapachem czystości” (nie wymyślam). W rzeczywistości zapach jednoznacznie naturalny (choć zapewne zmienny na przestrzeni wieków – co także warte byłoby prześledzenia) zastępuje się z pozoru naturalną, a w gruncie rzeczy czysto syntetyczną i – jak podejrzewam – trującą mieszanką (zapewne dlatego na przywołanym odświeżaczu nie podano informacji o składzie chemicznym). Być może wiele kryje się za stwierdzeniem jednej z moich poznanych w terenie rozmówczyń, według której: kiedyś to nawet gówno pachniało, a dziś jak tuczą te krowy pełnymi konserwantów paszami, to obok gnoju strach przechodzić. Zapewne uwagę tę odnieść można także i do naszego współczesnego odżywiania się, ale – jak sądzę – nie w tym leży sedno problemu. Pytanie: gdzie ono leży, pozostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy, wszak to Wasze życie, to Wasze myśli, to Wasza kupa.
Z poważaniem
Kamil Pietrowiak
Benedyktowicz, Zbigniew
1980: O niektórych zastosowaniach metody fenomenologicznej w studiach nad religią, symbolem i kulturą. Część I, “Etnografia Polska”, t. XXIV, z. 2.
Burszta, Wojciech Józef
1992: Wymiary antropologicznego poznania kultury, Poznań Wydawnictwo Naukowe UAM.
Bystroń, Jan Stanisław
1995: Megalomania narodowa, Warszawa Książka i Wiedza.
Douglas, Mary
2007: Czystość i zmaza, tłum Marta Bucholc, Warszawa PIW.
Kłosek, Eugeniusz
1994: “Swoi” i “obcy” na Górnym Śląsku po 1945 roku: środowisko miejskie, Wrocław Wydawnictwo UWr.
Pessel, Włodzimierz Karol
2010: Antropologia nieczystości. Studia z kultury sanitarnej Warszawy, Warszawa Trio.
Rysunek autorstwa Rolanda Topora.
[...] doświadczeniem nie mogą obyć się bez epoche. Zatem podobnie jak to wcześniej zrobił Kamil Pietrowiak przyglądając się kupie, tak i ja świeżym okiem spojrzę na krew menstruacyjną; z [...]
[...] Antropologia kupy [...]